Kontur obiecującego artysty
Wywiad i recenzja recitalu pt. „Szkic” w Piwnicy pod Baranami
Na kulturalnych mapach polskich miast, niewiele pozostało już miejsc, w których młodzi artyści i kompozytorzy mogą się rozwijać w duchu innym niż podporządkowany przemysłowi muzycznemu lub platformom muzycznym. Wrażliwość młodszej widowni z jednej strony odchodzi od sceny piwniczno-klubowej, z drugiej jednak coraz większa liczba ludzi wybiera kameralne przestrzenie od zatłoczonych koncertów. Czy może to oznaczać renesans w gatunkach muzycznych, które są właściwe dla takiego otoczenia? Jazz, blues, piosenka poetycka, poezja śpiewana, w które można się zanurzyć głęboko, odpoczywając od przebodźcowanego świata.

Jednak ten kameralny świat nie może opierać się jedynie na odśpiewywaniu utworów, które mają już pół wieku albo i więcej. Dla wspomnianego powyżej renesansu bezwzględnie potrzebni są młodzi twórcy, którzy zarezonują z młodą publicznością. Szczęśliwie tak się składa, że nie mogę na ten temat malkontencić, gdyż po wizycie na recitalu „Szkic” Michała Kamińskiego w Piwnicy pod Baranami, jestem pełen nadziei i ufności w to, że piosenka poetycka ma swojego młodego obrońcę, w osobie młodego studenta Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie, a zarazem członka zespołu artystycznego Piwnicy pod Baranami.
Półtoragodzinny koncert, będący zarysem muzycznej wrażliwości wyrażonej autorskimi kompozycjami Michała Kamińskiego, jest jak wyprawa w świat nostalgicznych wspomnień, ale to nie są wspomnienia. To realne „tu i teraz” przeżywane w najgłębszym tych słów znaczeniu. Podobnych wrażeń doznawałem podczas finału II Konkursu na piosenkę o Krakowie w 2022 r., kiedy cały przekrój artystów, prezentował swoje utwory wprost wynikające z muzycznej i literackiej tradycji Krakowa, a jednocześnie prezentujących własną wartość artystyczną (piosenka zespołu Vincent Theo „Pod krakowskim niebem” nadal znajduje się w mojej prywatnej playliście).
O tym jak wyglądała droga Michała Kamińskiego do tego recitalu, jak tworzy muzykę i co chce nią reprezentować opowiedział mi osobiście i niniejszym zapraszam do tej rozmowy.
Mateusz Leon Rychlak (MLR): Rozmawiamy nazajutrz po premierze Twojego recitalu. Powiedz jak to jest występować ze swoim autorskim programem w miejscu, które ma tak bogatą historię, i której to historii teraz sam jesteś częścią?
Michał Kamiński (MK): Jest to nieprawdopodobne doświadczenie. Nie ukrywam, że wcześniej nigdy w całości nie pokazałem własnego programu, więc jest to pierwszy raz i to właśnie w tym miejscu. Nie sądziłem, że to się wydarzy, ale kiedy pojawiła się taka możliwość, właśnie po dołączeniu do zespołu Piwnicy pod Baranami, to od razu zobaczyłem gdzieś takie światło, że jednak mogę spełnić to swoje marzenie – marzenie o pokazaniu własnej wrażliwości, własnego programu, własnych utworów.
No i stało się. Jest to miejsce wyjątkowe, na którym też się wychowałem. To wszystko tak naprawdę dopiero do mnie dochodzi, i zaczęło dochodzić do mnie jakieś kilka godzin po recitalu. Powoli uświadamiam sobie, co tak naprawdę się stało, jakie osoby tutaj gościły. Był to niebywały dla mnie wieczór.
MLR: Między tymi osobami, które przyszły na recital był na przykład Jan Kanty Pawluśkiewicz, Andrzej Zieliński, Konrad Mastyło, i cały zespół twoich przyjaciół z AST.
MK: Tak, był też Bronisław Maj, była pani Dorota Segda i tak w ogóle wyjątkowe dla mnie osoby, bo też warto zaznaczyć, z kim miałem przyjemność dzielić scenę podczas recitalu. Od początku czymś niesamowitym była możliwość zagrania własnych utworów z Jurkiem Wysockim na gitarze, z Michałem Półtorakiem na skrzypcach. To był jeden z silnych imperatywów, które pchnęły mnie do tego, żeby coś zrobić z tym programem. Obaj muzycy grali z moim idolem muzycznym i autorytetem – Markiem Grechutą. Koncertowali i zwiedzili połowę świata, grając w jego zespole. I nie ukrywam, że pierwszy raz, jak spotkałem się z nimi na próbie i usłyszałem, że grają moje własne kompozycje, to miałem zakwasy od uśmiechania się Nie mogłem skupić się na tym, co się dzieje, bo myślami byłem zupełnie gdzie indziej.
MLR: Poza wstępem i zakończeniem recital składa się wyłącznie z twoich kompozycji do tekstów Błażeja Szymańskiego. Jak ta znajomość się zaczęła? Jak się zaczęła ta współpraca? Jak Ci się pracuje z tekstami Błażeja?
MK: Z Błażejem poznaliśmy się w jeszcze w liceum, chodziliśmy razem do „Jedynki” w Toruniu – robiliśmy różne koncerty wspólnie, wydarzenia, gdzieś tam się mijaliśmy. Tak na dobrą sprawę nasza znajomość rozkwitła w momencie, kiedy zaczęliśmy się przygotowywać do egzaminów wstępnych do szkół teatralnych. Chodziliśmy razem na zajęcia Młodego Teatru przy Teatrze Horzycy w Toruniu,wiedziałem też, że Błażej pisze, ponieważ uczęszczał na slamy poetyckie. Spytałem go raz czy miałby jakiś wiersz, który widziałby jako piosenkę. Podesłał mi wtedy wiersz „Potok” i tak powstał nasz pierwszy utwór. Potem dostaliśmy się razem do krakowskiej szkoły teatralnej, mieszkaliśmy razem przez dwa lata w akademiku i tak powstawały kolejne piosenki. Następnie zrodził się pomysł na album muzyczny i tak mnożyły się kolejne wiersze, kolejne kompozycje i teraz w sumie mamy już dwadzieścia wspólnych utworów.
MLR: Ten wasz wspólny background teatralny też jest widoczny w recitalu, bo cały program ułożony jest bardzo teatralnie. Łączy go jeden utwór, który jest podzielony na trzy akty i zaczyna kolejne trzy akty Twojego koncertu. Ten pomysł również brał się z waszego wspólnego, teatralnego życia?
MK: Na pewno trochę tak. Myślę, że gdzieś nawet podświadomie. Wiersz “Akt” był jednym z pierwszych, które mi Błażej pokazał i wtedy narodził się w ogóle pomysł, żeby zrobić album muzyczny. Zawsze jakoś trudno mi było zabrać się za ten konkretny wiersz. Generalnie uwielbiam wiersze Błażeja i po prostu uważam, że są wyjątkowo plastyczne i wdzięczne do komponowania. Ja bardzo często miałem tak, że te kompozycje, które wykonałem podczas recitalu, powstawały w dwadzieścia minut, jeśli chodzi o jakiś główny motyw, charakter czy właśnie szkic. Potem oczywiście koncept był doskonalony. Natomiast te wiersze mają w sobie coś takiego, że ja czytając je wiem, jak powinny brzmieć. I też ciekawe jest to, że Błażej mi kiedyś powiedział, że swoją muzyką dodaję kolejną warstwę, niejako pogłębiam to, co on chciał tam zawrzeć – i to jest jakieś wyjątkowe. Przygotowując recital, mając świadomość deadline’u, stwierdziłem, że chcę wrócić do tych ,,Aktów” i spróbować coś skomponować. I udało się. Jest to najświeższa kompozycja, ponieważ powstała może na dwa tygodnie przed recitalem i uważam, że świetnie domknęła i poprowadziła tę historię. Miałem poczucie, że znalazłem brakujący element tej muzycznej układanki.
MLR: Wspomniałeś o szkicu, czyli tytule tego koncertu. Mam takie pytanie, troszkę malarskie. Jeśli to co zaprezentowałeś to jest tylko szkic, takiej technice albo w jakimś stylu poprowadziłbyś swój pełny portret muzyczno-artystyczny, czy były to barok impresja, a może czysta abstrakcja?
MK: Oj… Najchętniej to bym próbował wszystkiego po trochu. Natomiast nie ukrywam, że lubię jakieś takie zacięcie trochę eksperymentalne. I właśnie chociażby moja ulubiona płyta Marka Grechuty „Pieśni do wierszy Tadeusza Nowaka” to jest album trochę eksperymentalny. Tak samo „Szalona Lokomotywa”, więc na ten moment powiedziałbym, że może abstrakcja… ale jednak dużo jest we mnie liryzmu, więc nie chciałbym też odbiegać od tej mojej takiej wrażliwej strony, gdzie nie tylko forma się liczy, ale też ta treść sama w sobie.
MLR: Na koniec najważniejsze pytanie jakie można znaleźć młodemu kompozytorowi: Kiedy można oczekiwać wydania pierwszego albumu, skoro ten recital już sam w sobie jest kompletną całością utworów Błażeja z Twoimi kompozycjami i w Twoim wykonaniu?
MK: Oby jak najszybciej! (śmiech) Ale tak naprawdę to trudny moment na to pytanie, ponieważ pierwszy raz zagrałem to w całości. Oczywiście ten album mi się marzy od kilku lat, tak naprawdę on też był i jest jakimś celem nadrzędnym wobec tych utworów. Jeśli znajdzie się jakaś dobra dusza, która chciałaby pomóc mi w tym celu, to zapraszam serdecznie. Niestety główną kwestią jest to, że nie jest to takie proste technicznie. Natomiast ja czuję, że chciałbym to zrobić, że jestem gotowy. I byłoby to piękne zwieńczenie tej mojej przygody i też jakiś krok w stronę nowego początku.
MLR: Dziękuję Ci za rozmowę.
MK: Ja również, a wszystkich czytelników serdecznie zapraszam na kolejne recitale, koncerty i kabarety (w każdą sobotę o 20:00) w Piwnicy pod Baranami, która jest absolutnie wyjątkowym miejscem na mapie Polski, Europy i tak naprawdę całego świata. Polecam śledzić stronę internetową Piwnicy, na której będzie można znaleźć informacje o kolejnych wydarzeniach. W imieniu zespołu – zapraszam serdecznie!
P.S. Michała Kamińskiego można również oglądać w spektaklu dyplomowym w Akademii Sztuk Teatralnych w Krakowie pt. „Powrót z gwiazd” na podstawie powieści Stanisława Lema w reż. Ewy Rucińskiej, o którym to spektaklu już miałem okazję pisać i do którego recenzji serdecznie zapraszam.
To była PRAWDZIWA UCZTA MUZYCZNA ❤️