Poetycki śpiewnik
Po recitalu „Spacer po mieście K.” z Sergiuszem Orłowskim rozmawia Mateusz Leon Rychlak.
Mateusz Leon Rychlak (MLR): Zacznę tę rozmowę od wymienienia kilku nazwisk. Brassens, Wysocki, Okudżawa, Sikorowski, Nohavica, Kaczmarski, Orłowski. Wszystkich tych ludzi łączy dokładnie jedna rzecz, mianowicie wszyscy występowali z gitarą. Czyli gitara to jest najważniejszy instrument dla śpiewającego poety.
Sergiusz Orłowski (SO): Hm, zaskoczyłeś mnie. Jest na pewno bardzo ważny. Myślę, że może być często pierwszym instrumentem dlatego, że jest dość prosty w użyciu. Łatwo się nauczyć pierwszych podstawowych paru akordów i zacząć śpiewać. Jakby posłuchać Wysockiego – Okudżawy trochę mniej – ale Wysockiego, to tak właśnie jest, bo moim zdaniem najważniejsze i tak jest słowo. To co śpiewający poeta napisał, co chce przekazać, próbuje to tylko podbić, podbudować muzyką i jakoś połączyć z dźwiękiem. Ale gitara myślę, że to jest taki podstawowy instrument. Faktycznie bardzo ładne zestawienie zrobiłeś, zaskoczyłeś mnie tym, umieszczając mnie wśród tak sławnych, cudownych nazwisk. Zgadzam się, gitara jest dla śpiewającego poety bardzo ważna.

MLR: Twój recital nosi tytuł Spacer po mieście K. Zakładając, że to miasto, jak każde inne, ma wiele ulic, która z tych ulic jest dla ciebie najważniejsza?
SO: Najważniejsza ulica to pewnie Bracka, bo Grzegorz Turnau i tam „zawsze padał deszcz”, ale też ulica Świętej Anny, czyli ta najbliższa Piwnicy pod Baranami. To takie dwie, jeżeli chodzi o centrum. Kraków jest piękny, ma wiele wspaniałych miejsc, wiele wspaniałych zaułków. Zaułek Niewiernego Tomasza (czyli ulica Świętego Tomasza) również uwielbiam. Te trzy miejsca, myślę, najbardziej.
MLR: Tworzenie i wykonywanie piosenki poetyckiej to zawsze relacja z różnymi poetami i nie tylko z samym sobą. Z którym z poetów, których utwory wykonujesz lub z sobą samym masz najbardziej burzliwy piosenkarski romans?
SO: Najbardziej burzliwy… Najwięcej mam wspólnego z Wojtkiem Bellonem i z jego poezją, to na pewno. Wojtek jest głównym autorem, do którego słów tworzyłem muzykę lub śpiewałem. Na pewno jest Adam Ziemianin, jest Józef Baran, ale taki najbardziej płomienny… Ja jestem w ogóle z natury nie jestem bardzo narowistym koniem. Pewnie dlatego uwielbiam Okudżawę, choć nie sięgam po niego do śpiewania, bo wiem, że może jeszcze to nie ten czas, ale uwielbiam. Z młodszych to jeszcze wiadomo, Robert Kasprzycki, bez wątpienia. Świetny śpiewający poeta.
MLR: Robert Kasprzycki kiedyś powiedział, że jak się człowiek podejrzewa o tak zwane „nierówno pod sufitem”, to najlepiej przyjechać do Krakowa. Czy Kraków to jest najlepsze miasto dla poetów?
SO: Czy jest najlepsze? Biorąc pod uwagę legendę, tak. Mieszkam w Krakowie już tych lat kilkanaście. Wcześniej bywałem dość często i myślę, że jak się tutaj przyjeżdża na jakiś czas, to tak, Kraków jest bardzo dobrym miejscem dla poetów. Bo Są Planty, bo jest piękna wiosna, bo jest ta Piwnica, jest tradycja kabaretów, w każdej piwnicy krakowskiej coś się tak naprawdę dzieje, czy to jazzowego, czy to poetyckiego bądź nowoczesnego, alternatywnego. Ten ferment artystyczny jest i to się cudownie pomaga w tworzeniu. Bodajże Andrzej Sikorowski mówił, że najlepiej wiersze się tworzy w Krakowie wiosną, więc tak, Kraków jest – patrząc na Polskę – chyba najlepszym miejscem. Poza tym skoro tutaj jest Kabaret, to tutaj najlepiej.
MLR: Trudniej tworzyć do cudzych czy do własnych tekstów?
SO: Czy trudniej? Inaczej, na pewno. Jestem takim człowiekiem, takim twórcą, który zawsze wychodzi najpierw od tekstu, więc i ta muzyka musi z tego tekstu wypływać. Jeżeli tworzę w 100% swój utwór autorski, no to naturalnie wypływa. Tekst wychodzi ze mnie i też z tym tekstem też wychodzi muzyka. Jeżeli się chce napisać muzykę do czyjegoś tekstu, wiersza, no to najpierw trzeba z tego tekstu wyciągnąć melodię. Co jest bardzo trudne, bo każdy tekst, każdy wiersz ma swój rytm, swoje tempo, napięcie, kontrapunkty i tak dalej, ale najtrudniej jest wyciągnąć tę muzykę, która się łączy z tym tekstem i z jego sensem. Będę się trzymał, że ani tu, ani tu nie jest łatwo, ale za to bardzo przyjemnie.
MLR: Pierwszą piosenkę – tak jak powiedziałeś podczas recitalu – zwykle pisze się o miłości, a o czym powinna być ostatnia piosenka?
SO: Ostatnia piosenka… Mam nadzieję, że jestem w takim wieku, w którym jeszcze nie muszę o tym myśleć. No miejmy nadzieję, że to jak najdalsza przyszłość. Ale ostatnia piosenka. No bardzo popularne jest robienie rozliczeń, tak jak Frank Sinatra śpiewał „My Way”, że wszystko w życiu było piękne. Johnny Cash napisał przepiękną piosenkę „Hurt”
Co na koniec? No nie chciałbym być śmieszkowatym starszym panem, który z gitarą się wygłupia, czy z jakimś innym instrumentem biega po scenie i zabawia ludzi. Też chciałbym unikać – teraz tak myślę – jakichś retrospekcji, jakiegoś podsumowania. Myślę, że najlepszym utworem jest ten, który będzie dotyczył tu i teraz. Tak jak teraz piszę i jest piosenka, która dotyczy mnie tutaj, tak jak już będę u tego schyłku, to – choć nie wiem co będzie wtedy dla mnie najważniejsze – piosenka na pewno będzie o tym mówić.
Sergiusz Orłowski – pieśniarz, poeta, bard, lektor. Pochodzi z Kłobucka, występował w Kabarecie Literackim „Błazen” w Częstochowie. Związany z Kabaretem „Piwnica pod Baranami”. Śpiewa pieśni do tekstów własnych, jak i uznanych poetów, m.in. Leopolda Staffa, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, a także Jacka Kaczmarskiego, Przemysława Gintrowskiego czy Wojtka Bellona. Zwykle w występach towarzyszy mu skrzypaczka, Agata Półtorak. Mieszka w Krakowie.