Tragikomedia na gołe klaty

Recenzja spektaklu „Korpocham” (reż. Piotr M. Wach, tekst Krzysztof Zygucki) na 45. PPA we Wrocławiu.

„Dwa światy i dwie rzeczywistości
– polscy chłopi pańszczyźniani i pracownicy korporacji.”

– Fragment opisu spektaklu „Korpocham”

Zbliża się wielkimi krokami kolejna, już 46., edycja Przegląd Piosenki Aktorskiej, w ramach którego o nagrody zawalczą artyści i spektakle, w tym dziewięć propozycji offowych. Warto zatem przypomnieć co wpadło w oko publiczności w ubiegłym roku, a mianowicie nagrodzony Tukanem Publiczności spektakl „Korpocham” (adapt. i reż. Piotr Mateusz Wach, tekst Krzysztof Zygucki).

Fotografia promocyjna spektaklu „Korpocham”
Fot. materiały PPA OFF Korpocham

Siedząc w pociągu relacji Kraków-Wrocław w marcu 2025 r. zupełnie nie spodziewałem się jaki spektakl obejrzę tamtego wieczoru. Wchodziłem na widownię z ostrożną rezerwą, a wychodziłem podobnie jak większość publiczności z pękającą od śmiechu przeponą i poczuciem, że takiego warsztatu i takich narzędzi mi w teatrze potrzeba. Piotr M. Wach wziąwszy tekst Krzysztofa Zyguckiego, przedstawił widowni coś, co jest wydestylowanym absurdem znanym np. z seriali takich jak „The Office”, uzupełnione o dodatkowe, nakładające się na siebie warstwy kulturowego kotła, jakim staje się dzisiejszy świat, w którym nawet górale tańczą krzesanego do irlandzkiej muzyki.

W „Korpochamie”, opowiadanym z perspektywy nowego pracownika Janka (Jan Marczewski), życie korporacyjne przedstawione jest nawet już nie w krzywym zwierciadle, ale przez wizjer potrzaskanego kalejdoskopu. Ten spektakl to absurdalnie prawdziwy sen, z którego widz nie chce się obudzić, bo przynajmniej wiadomo, że nie jest rzeczywistością.

Jakie elementy układanki najbardziej przemawiają na korzyść tego spektaklu? Po pierwsze zręczne wykorzystanie nagości jako elementu komicznego. Pięciu aktorów, o mniej lub bardziej przypominających greckie posągi sylwetkach, prezentuje swoje nagie torsy z każdej strony, jednocześnie mając usta pełne korpo-języka. Pulsacyjne, siłowniane ruchy, podskakujące mięśnie piersiowe większe (połączenie kamiennej twarzy Macieja Kokota z tym ruchem to doprawdy wyższy poziom aktorskiego opanowania) w kontraście do zahukanego ,,Nowego” i wszystkich od niechcenia wypowiadanych kwestiach o „callach, asapach i deadlineach” budują już na wstępnie jasny komunikat o poziomie absurdu serwowanym w tym spektaklu. Komunikat jest bardzo jasny: Wszystko tutaj będzie przesadzone.

Po drugie ruch sceniczny. To akurat wizytówka wszystkich spektakli Piotra Wacha, w których choreografia jest równorzędną płaszczyzną narracji. Nic nie jest pozostawione przypadkowi i to niezależnie czy bohaterów jest dwóch czy dwudziestu. W tym przypadku współpraca z Szymonem Dobosikiem również zaowocowała wyśmienitym efektem.

Po trzecie spektakl, pomimo że jest bezsprzecznie przerysowany, nie unika głębszego przekazu. Możemy się jako widzowie pośmiać, możemy nawet i porechtać, ale im głębiej jesteśmy wciągani w opowieść, tym bardziej mamy świadomość, że spektakl ten zbudowany jest na klarownej wizji, ma solidną podbudowę historyczną i literacką. Nawet jeśli całe to tło nie jest prezentowane na scenie to zdecydowanie daje się wyczuć jak zapach papierosów i kawy przenikających strony rękopisu dodatkowej sceny, dopisanej przez noc.

Trudno wyróżnić kogokolwiek wśród obsady, bo zdecydowanie liczy się tutaj zbiorowość, jednakże z tej zbiorowości, podobnie jak w życiu wyjęta jest Szefowa. Wiktoria Wojtas w tej roli, zarówno ze strony aktorskiej jak i wokalnej pokazała naprawdę wysoki poziom. Zmęczony minimalizm, w kreacji dyrektorki, która ma już trochę dość latania do Tajlandii i dla odpoczynku wybiera Malediwy, a z drugiej strony rozbudowane solowe wokalizy do muzyki Michała Smajdora. Z tej przyczyny zupełnie nie zdziwiła mnie wiadomość, o zdobyciu przez Wiktorię Wojtas Grand Prix konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej”.

Natomiast poza tym zdecydowanie warto wspomnieć, że zadanie postawione przed Janem Marczewskim jako osiowym bohaterem spektaklu, zostało w pełni zrealizowane, przy akompaniamencie wspaniałych kreacji Macieja Kokota, Grzegorza Zinkiewicza, Jakuba Żółtaszka, Igora Tasarza i Leonarda Koterskiego.

„Korpocham” świetnie zarezonował z gustem publiczności i bezwzględnie zasłużył na ubiegłoroczną nagrodę, a mnie osobiście dostarczył dużo satysfakcji. W nadchodzącej edycji również możemy się spodziewać propozycji z krakowskiego podwórka w nurcie OFF PPA. Mowa o spektaklu ,,La Vida del Pedro” w reż. Ewy Kaim, z studentami i absolwentami krakowskiej AST. Artystom: „powodzenia!”, a widzom: „smacznego!”

Mateusz Leon Rychlak

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *